20 IV 2011

Dzisiaj powitaliśmy 5 panienek oraz 2 panów. Jak widać obsypało suczyskami. Wszystkie maluchy są bardzo podobne zarówno kolorystycznie, jak i wagowo. Miot więc dosłownie bardzo wyrównany. Teraz tylko czekać, aż otworzą ślepka, zaczną biegać… Gryźć… Niszczyć… Czyli aż staną się prawdziwymi wilczakami. :DD

Cora doskonale spisuje się w roli mamy, wszakże to już drugi raz nią została. Od młodych niechętnie odchodzi, a kiedy już uda się ją wyprowadzić na dwór, zrobi co musi i szybko wraca. Resco dostępu do rodzeństwa nie ma, jako, że to facet. Ale przyjdzie czas, kiedy będzie musiał przed nimi sam uciekać, oj przyjdzie… Póki co wyczuwa, że w Corkowo-szczeniaczkowym pokoju czai się zło i nawet nie próbuje tam zaglądać. :)

15 IV 2011

Z resztą, sami zobaczcie, jaka Cora już gruba. Wilcza wygląda jak balon, małe od kilku dni się ruszają i wątpliwości nie ma, że “coś” tam jest. Resco zdołowany, jako, że mama z nim nie biega, ale chyba wyczuwa już, co się zbliża… Krótko mówiąc – będzie wesoło. Termin porodu wypada za tydzień, chociaż jak wiadomo – małe mogą wcześniej wypełznąć na ten świat. A nie ukrywam, że szykuje się prawdziwa inwazja wilczosagowych, co widać na poniższym zdjęciu sprzed kilku dni. ;)

20 III 2011

Wyprawa do Nitry rozpoczęła się co najmniej źle – śnieżyca utrudniała jazdę autem, drogi były mokre. Ale dotarliśmy. Wilczaków sporo, bo to w końcu międzynarodowa. Z nami w klasie oprócz Resca były jeszcze cztery samce. Mimo stresu wybiegaliśmy sobie ocenę doskonałą i drugie miejsce. Ostatecznie udaliśmy się do hotelu, gdzie od miłej pani w recepcji młody dostał udko z kurczaka. Nie to jednak było najlepsze, a… winda. Wilczy spokojnie wszedł, usiadł i obserwował. Łeb z jednej strony przechylał na drugą, strzygł uszami. Żadnych oznak strachu, czy czegokolwiek, mimo, iż pierwszy raz w życiu jechał windą, do tego dosyć starą i to z całkiem ostrym hamowaniem. :)
Z kolei dnia następnego, przy większej konkurencji, na XV europejskiej wystawie csv Aresco zdobył ocenę doskonałą, lokatę pierwszą, a tym samym mamy już drugiego słowackiego CAJCA! :D Wyjazdu więc nie można nie zaliczyć do bardzo, bardzo udanych. Atmosfera fajna, mimo, że obie wystawy jeszcze na hali, sędziowanie dokładne. Oby tak dalej. :)

20 II 2011

W galerii nowe fotki Arsiiego. Pięknie chłopak rośnie i rudzieje. Ładna głowa, długie nogi, coraz więcej futra. Czego chcieć więcej? Jednak dobrze wypatrzyłam jak był mały, oj ma się to oko. :) Pamiętam, gdy jeszcze był niewielką kluską i obserwowałam jak zmienia się z dnia na dzień. Cóż, teraz też obserwuję, tylko z odległości. Miło się wspomina czasy, kiedy szóstka ofutrzonych, zębatych piranii biegała szaleńczo po domu. :D Nie mogę się już doczekać, aż wreszcie zobaczę go na żywo. Jego i resztę “maluchów” z miotu A, bo nie ukrywam, że się stęskniłam za tym chaosem. Ale jeśli wszystko poszło dobrze, to za dwa miesiące powtórka z demolki. :)

Również Aszczura może pochwalić się pięknymi, zimowymi zdjęciami. I nowymi szelkami, rzecz jasna. :D Dziękuję za dodawanie masy fajnych fotek wesołego suczydła, bo jej rozwój również mogę obserwować. Powabna panienka na długich łapach wyrosła, panowie będą się za nią oglądać. Nie ma co ukrywać, że po rodzicach wzięła co najlepsze. Spokojnie można dostrzec cechy zarówno Cory, jak i Carra w jak najlepszym złożeniu. I mogę szczerze przyznać, że jestem zadowolona, gdyż nareszcie widzę efekty tego doboru i wiem, że nasza wyprawa na Słowację opłacała się. :DD Czekam teraz niecierpliwie na fotki reszty rodzeństwa :)

19 II 2011

Dzisiaj o drugiej w nocy dotarliśmy do domu. Ale od początku.

Planowaliśmy, że suczysko cieczkę dostanie najwcześniej w kwietniu, Cora miała jednak nieco inne plany i dostała ją na przełomie stycznia i lutego. Z początku nawet nie przypominało to tej prawidłowej cieczki, tak więc czekaliśmy. Badania również nie wskazywały wzrostu progesteronu, na wszelki wypadek krycie było już jednak umówione. Na początku tego tygodnia dowiedzieliśmy się, że progesteron momentalnie skoczył w górę i wiedzieliśmy już, że czwartek spędzimy w trasie. Droga okazała się dłuższa niż myśleliśmy, a na dodatek nawigacja postanowiła zgubić się i zafundować nam dodatkowe dwie godziny błądzenia. Po blisko dziesięciu godzinach drogi byliśmy na miejscu i spotkaliśmy się z  Jörgiem, właścicielem przepięknego Cäsara vonder Wolfsschleife, o którym pisać można by wiele, ze względu na jego świetny charakter, a już na pewno wilczy wygląd, któremu nie sposób się oprzeć… Przynajmniej my nie daliśmy rady. :D
Po przyjeździe, choć było już późno, porozmawialiśmy przy kawie i herbacie, by następnie zapoznać wilczą z tegorocznym wybrankiem. Co tu dużo pisać – poszło szybko, bezproblemowo i nareszcie mogliśmy iść spać. Następnego dnia miałam okazję zobaczyć resztę walczakowej watahy, w tym pięknych rodziców Cäsara: Arlen i Afara, a również jego pół siostrę Grace i jej córkę Herę oraz staruszkę Agi, która mimo swojego wieku trzyma się bardzo dobrze, jak to z resztą na wilczaka przystało. :)
W piątek po obiedzie dopełniliśmy formalności i po powtórnym kryciu ruszyliśmy w drogę do domu. Było ciężko, zwłaszcza przez ostatnie 60km – mgła była tak gęsta, że nie widzieliśmy drogi. Aczkolwiek do domu dojechaliśmy, a teraz pozostaje nam tylko czekać na efekty polsko-niemieckiej współpracy. Wkrótce także więcej informacji o planowanym miocie w zakładce Szczenięta, a my już zaczynamy przyjmować zapisy na małe wilczandy. :D

22 I 2011

Wyjechaliśmy tak wcześnie, że na miejscu byliśmy jeszcze przed rozpoczęciem przyjmowania psów, wkrótce jednak się rozpoczęło i dostaliśmy się na teren wystawy. Z taką masą czasu dokładnie zwiedziliśmy wszelkiego rodzaju stoiska i najdrobniejsze zakamarki, czasem zaglądając na naszą halę. Ludzi oraz psów ciągle przybywało i muszę przyznać, że wewnątrz praktycznie nie można było się poruszyć. Aczkolwiek mimo to jakoś dotrwaliśmy.
W naszej klasie stawka była duża, a poprzeczka postawiona bardzo wysoko. Mina sędziny, gdy zobaczyła tyle pięknych, młodych wilczaków – bezcenna. :D Resz ładnie się wystawił, mimo stresującej atmosfery. Wylądowaliśmy na lokacie czwartej, no ale cóż… Słowackim wystawom nigdy nie odpuszczę, bo na prawdę warto tam jeździć. Szczerze więc polecamy i… liczymy na większą ekipę z Polski następnym razem. :)

20 XII 2010

Biały puch pokrył już podłoże, na koronach drzew zaś zalega masa maleńkich, wzorzystych płatków śniegu. Wilczaki nawzajem próbują zakopać się pod śnieżną pierzyną, dewastują suchą, bezlistną roślinność i ogólnie wariują. Atmosfera już prawdziwie świąteczna, to i życzymy Wesołych Świąt, wilczaków pod choinką i wielu, wielu radości w tymże okresie. A że tuż tuż Rok 2011 także on aby był jak najszczęśliwszy i obfity w wilcze futro, rzecz jasna. :D Z poważaniem, cała wilczosagowa ekipa. :)