11 VI 2011

Jako pierwsza opuściła nas panienka Brixie. Mała pojechała do Czech, gdzie terroryzować nową rodzinę będzie wraz z Assyrem z Údolí komárů. Po opuszczeniu mamy i rodzeństwa będzie więc miała innego wilczaka do zabawy, to i może obejdzie się bez wołania reszty watahy w środku nocy. ;)
Czekamy na wieści i fotki!

7 VI 2011

Wszystkie maluchy doskonałe, uzębienia pełne, a faceci mają, co mieć powinni. :D Jak zawsze furorę zrobiły kły piranii – no bo jak to tak, żeby szczeniak miał taaakie wielkie zębiska? ;)

1 VI 2011

Maluchy zostały zachipowane oraz pierwszy raz zaszczepione. Jazda autem się podobała, wszystkie zabiegi zniosły bez problemu, ba, nawet nie zauważyły różnicy i w domu dalej biegały jak szalone, jak gdyby nigdy nic. :) Również paszporty są już przygotowane. Pozostał nam tylko przegląd miotu i kluski mogą się rozjeżdżać, trzeba się więc nacieszyć ostatnimi kilkunastoma dniami razem. :D

30 V 2011

Dnia 26 maja odwiedziły nas Satu i Ulla, wraz z chodskými psami, z którymi zmierzały na wystawę klubową do Czech. Na moją prośbę wzięły ze sobą przepięknego Barona. W piątek ruszyły w dalszą drogę, a wilczy został u mnie, coby nie męczyć się w aucie. Muszę przyznać, że to na prawdę cudowny pies, a jego charakter… wspaniały. Po prostu pies idealny. :)
W niedzielę fińska ekipa wróciła do nas, aby opić wystawowe sukcesy… Wcześniej oczywiście udaliśmy się na spacer po Częstochowie – zobaczyliśmy między innymi wały jasnogórskie, aleje oraz całkiem przyjemną kawiarnię. Dzisiaj rano ruszyły do domu. Ha, a ja liczę na jeszcze nie jedno spotkanie. :)

28 V 2011

Kolejna wizyta za nami… I oficjalnie już wiadomo, że panienka numer 6, zwana Bashtee pojedzie do stolicy, aby sterroryzować tamtejsze czeweczki… :DD

20 V 2011

Dzisiaj odwiedziła nas Šárka wraz z rodziną, aby wybrać dla siebie przyszłą towarzyszkę na najbliższe kilkanaście lat… Padło na panienkę nr. 5, która od teraz zwie się Brixie. Maleńka od połowy czerwca będzie podbijała Czechy – kraj, z którego pochodzi jej mama, Cora. :)
Wszystkie kluski wzorcowo przywitały gości, pokazując swoją wilczakową naturę – biegały, gryzły i wariowały. Nie mogło się też obejść bez jedzenia, jako, że po tych wszystkich szaleństwach małe zgłodniały. A kiedy już (prawie) wszystkie zasnęły, pozostał już tylko wybór maleństwa. Wypadło na jedyną wciąż rozbieganą, rudą kluskę nr. 5. :D
Tak minęło nam do południe, a około godziny 18 mieliśmy kolejnych gości… ;)


Radosińscy, na czele oczywiście z Radochną, czyli Amantis Wilcza Saga, wpadli, aby zobaczyć półrodzeństwo. Wpierw wybraliśmy się ze “starszymi” sagowcami na łąkę i szybko przegonieni przez wiosenną burzę wróciliśmy do domu, gdzie mogliśmy już spokojnie schnąć. Piranie, zmęczone po wcześniejszej wizycie spały grzecznie i w tym czasie Radochna mogła je dokładnie obejrzeć i obwąchać. Z pozoru te futrzaste kulki nie były złe, ale kiedy obudziły się i zaczęły gonić starszą siostrę po całym pokoju, wolała się z niego ewakuować. Co będzie niańczyła maluchy – lepiej poszaleć z bratem. ;) Przed opuszczeniem nas zdążyła jeszcze ukraść co nieco ze stołu i tak po pełnym przeżyć popołudniu wróciła do siebie, wraz z rodzinką, oczywiście. :DD

18 V 2011

Ale ten czas leci… Jeszcze pamiętam tą dziewięciogodzinną drogę na krycie, potem oczekiwanie na rezultaty, poród… Pierwsze dni, tygodnie… A teraz maleństwa mają już miesiąc. Nim się obejrzę pójdą do nowych domów i znowu zapadnie ta nieznośna cisza… A może upragniona? Oj, raczej nie… Przynajmniej teraz jest wesoło. Nie, żeby normalnie nie było, ale takiej gromadki jednak nic nie zastąpi. :)


Kluski były pierwszy raz na podwórku – na potrzeby sesji póki co, ale jak tylko wymyślę, jak odgrodzić im kawałek terenu to będą mogły szaleć w promieniach słońca. :D